Zloty i spotkania
text i foty: Amator
Festiwal Nitów i Korozji 2010

Z góry mówię, że ta relacja będzie niepełna. Ale w tym roku rajd rozłożył nas na łopatki. Właściwie to wraz z kilkoma załogami zgubiliśmy się już na pierwszych kilometrach ... a dalej było tylko gorzej ;) Potem jeszcze bezskutecznie próbowaliśmy odnaleźć się w kilku punktach miasta w zestawieniu z itinererem, ale nie mogliśmy złapać rytmu. I po kilku godzinach krążenia po W-wie, padnięci, zdecydowaliśmy udać się na skróty na metę. Kapitulacja na całej linii ;)

Podobno trasa była dość ciekawa i obfitowała w mnóstwo zagadek i pomysłowych pytań. Ale tego nie udało nam się sprawdzić. W rozmowach już na mecie przebijały się jednak opinie, że może itinerer był trochę „za bogaty” i krążenie po ulicach miasta w upalny dzień przez kilka godzin, było dla wielu sporym wyzwaniem.

Za to na końcu czekała na wszystkich smaczna kiełbaska z grilla i chłodne wnętrze wystawy starych aut z Muzeum w Otrębusach. Ogólnie impreza z niepowtarzalnym klimatem, jak zawsze. Możliwość zobaczenia pojazdów, absolutnie niepowtarzalnych. Kupa śmiechu i dobrej zabawy .... tylko gdyby nie ten itinerer .... ;)))))

Trudno mi opisać przebieg akcji dlatego kilka ciekawostek fotkowych ...

Zdecydowanymi faworytami rajdu była Nyska i Maluszek :) Część załogi Nyski stanowiła kura, której stworzono warunki podróży zbliżone do naturalnych :)



Tak tradycyjnie wygląda odprawa, czyli Wiktor przemawia! :)



Oto przepis, jak z rajdem poradzić sobie na motorku. Autor z pewnością śledził ongiś programy Adama Słodowego.



No i na koniec niepowtarzalne "puchary" Festiwalu Nitów i Korozji.